Koniec

Musiałem o tym napisać, chociaż przede mną napisali już wszyscy zapewne: Apple udostępnia swoją bibliotekę muzyczną bez DRM. Niemal dwa lata temu pozwoliłem sobie podziękować Jobsowi za umowę z EMI. Od wczoraj dołączyły pozostałe wytwórnie sprzedające swoje nagrania via iTunes – poprzez tzw. „iTunes Plus” (because it sounds so much better than calling everything else “iTunes Minus.), czyli za $1.29 można kupić pozbawione DRM nagrania w lepszej jakości (w tej chwili jest to osiem milionów utworów, do końca marca dostępny w ten sposób będzie już pełny katalog).

Co to oznacza? Ano dokładnie to, że DRM w nagraniach audio właśnie umiera szybką śmiercią. ŻADEN sklep nie poradzi już sobie, oferując nagrania obłożone zabezpieczeniami – musi co najmniej udostępniać równolegle nagrania bez cyfrowej kłódki. Stąd już tylko krok do głosowania portfelem przez klientów – i do spadku cen. Czy ktoś w Polsce odważy się pójść w ślady Apple i próbować zdominować rynek nim zrobi to polskie iTunes? Prędzej czy później tu się pojawi.

Nie do końca rozumiem tylko dlaczego Apple nie przycisnęło Audible i dlaczego nadal sprzedaje ich zabezpieczone przed kopiowaniem audiobooki? Żeby jeszcze był wybór: nie, można kupić jedynie audiobooki od jednego dostawcy, chociaż wielu innych przebiera nogami żeby tylko dostać się do sklepu ze swoją „wolną” ofertą. Moja chata z kraja, że się tak wyrażę – audiobooki nigdy mnie nie kręciły, jestem wzrokowcem. Niemniej, jest to zastanawiające.

Teraz pora na kolejny ruch ze strony Jobsa – aktualizacja oprogramowania iPodów i iPhone’ów, a właściwie zmiana filozofii ich działania. Co to znaczy, że nie mogę sobie skopiować swojej muzyki z mojego urządzenia na inny komputer? Jestem w stanie zrozumieć dodawanie nowych utworów do biblioteki, ale kopiowanie ich „na zewnątrz”? Jeżeli w pamięci urządzenia siedzi muzyka pozbawiona DRM, to mogę sobie ją przenosić gdzie chcę, racja? Ucieszyło by mnie to daleko bardziej niż rozpoznawanie twarzy w iPhoto 09 czy Genius.

RIP