Wczoraj „Rzeczpospolita” doniosła, że MEN planuje wprowadzenie do obowiązującego w liceum bloku „Przyroda” nowe zagadnienia: „Astrologia, różdżkarstwo, rzekome prądy, (żyły) wodne, lewitacja – co na ten temat mówi fizyka”, „Bioenergoterapia – współczesna magia lecznicza”, „Teoria inteligentnego projektu – odświeżona wersja kreacjonizmu”. To tylko kilka przykładów.
Posypały się głosy sprzeciwu. Że wprowadzamy do szkół pseudonaukę, że mieszamy młodzieży w głowach. Nie wydaje mi się. Dzisiejsza szkoła nie uczy krytycznego, racjonalnego myślenia, lecz stawia na pamięciowe opanowanie potężnych ilości materiału, bez głębszej refleksji co te dane oznaczają i jak na siebie oddziałują. Jak mniejsze klocki tworzą większy obraz całości. Jeżeli więc uczeń ma okazję usłyszeć jak nauczyciel na elementy pierwsze rozbiera i ośmiesza na przykład astrologię, to jestem za. Z jednym zastrzeżeniem, o którym za moment, bo to miał być właściwie wpis o czym innym.
Co mnie bowiem najbardziej interesuje, to rozmowa przeprowadzona przez TokFM z przedstawicielem resortu edukacji i prof. Marcinem Królem, historykiem idei. Pierwsze zdziwienie: dlaczego o nowych propozycjach do bloku przyrodniczego rozmawia się z historykiem idei? Dlaczego nie z biologiem czy fizykiem? Dlatego, że był pod ręką?
Zdziwienie drugie wypływa ze słów, które padły z ust osoby z wykształceniem wyższym, posiadającej tytuł profesorski. Zapis wywiadu znajdziecie na stronie TokFM. Smaczny cytat:
Nikt nie udowodnił co najmniej szkodliwości homeopatii, prawda?… Wiemy jakie korzyści… Ja tam sądzę, że jest korzystna.
Zaliczyłem klasyczny opad szczęki, połączony z równie klasycznym „WTF?” i wspartym przez wielki znak zapytania, dokładnie taki, jaki malował się Pomysłowemu Dobromirowi podczas szczególnie wysilonej pracy umysłowej. Czy historycy idei nie czytają niczego poza swoją specjalizacją? Czy przyszło im do głowy choć raz zastanowić się nad „teorią” postulowaną przez homeopatię?
W skrócie, dla tych, co nie słyszeli. Leki homeopatyczne uzyskuje się przez rozcieńczania składnika aktywnego w wodzie (lub mieszanie z cukrem, jeśli składnik się nie rozpuszcza). Rozpuszczanie kojarzy się wszystkim ze szklanką wody? Błąąąąąd. Homeopaci rozpuszczają składnik aktywny w proporcji 1:10, po czym energicznie potrząsają naczyniem i odlewają 1/10 pojemności – takie stężenie to 1X. Nikt jednak nie produkuje leków w takim stężeniu – tą jedną dziesiątą rozcieńcza się dalej, stosując ten sam algorytm. 10 części wody, jedna część tego, co zostało z poprzedniego rozcieńczenia. Takie na przykład 30C oznacza, że dawkę substancji „leczniczej” rozcieńczono 1.000.000.000.000.000.000.000.000.000.000 razy. Tak. Dokładnie. Bardziej obrazowo: jedna cząsteczka substancji znajduje się wtedy w pojemniku 30.000.000.000 większym od Ziemi.
Zaskoczeni? Pamiętacie Oscillococcinum, środek homeopatyczny swego czasu reklamowany w naszej TV? Uzyskuje się go z roztworu powstającego z 40-dniowej inkubacji małych ilości wątroby i serca świeżo zabitej kaczki berberyjskiej. Roztwór ten jest potem filtrowany, liofilizowany, ponownie nawodniony, wielokrotnie rozcieńczony by w końcu nasączyć nim granulki cukru. Stężenie to 200C – jedna cząsteczka roztworu na 100200 cząsteczek cukru. To więcej niż szacowana liczba wszystkich cząsteczek we Wszechświecie. Do rocznej produkcji tego czegoś wystarczy jedna kaczka, zaś zyski w 1996 roku wyniosły 20 mln dolarów. Kura znosząca złote jajka jest przy tej kaczce tak bardzo passé…
Homeopaci tłumaczą to wszystko nie tyle magicznym właściwościom czystej wody lub cukru, co równie magiczną „pamięcią wody”. Nikt nie wie o co im chodzi.
Najpiękniej chyba masakruje leki homeopatyczne James „Młot na czarodziejów” Randi, który podczas wykładów poświęconych homeopatii kupuje w lokalnej aptece homeopatyczny lek nasenny, po czym na scenie przyjmuje doustnie całą jego fiolkę (mężnego tego człowieka nie przerażają ostrzeżenie na pudełku, wedle których po przedawkowaniu natychmiast trzeba się skonsultować z lekarzem). Powinienem dodawać, że po półtorej godzinie schodzi ze sceny nawet nie ziewnąwszy?
W pewnym momencie wywiadu pada również z ust profesora Króla coś w rodzaju zawoalowanego uznania dla różdżkarstwa. I wiecie, nawet nie chce mi się opisywać badań nad tym fenomenem. Wystarczy kliknąć. Może pan profesor też kiedyś kliknie?
I tu wracamy do tego jednego zastrzeżenia, o którym pisałem na początku. Jeżeli bowiem profesor, w dodatku osoba z przysłowiowego „świecznika”, jest w stanie bez zająknięcia wygadywać takie rzeczy, to co powie na lekcji nauczyciel liceum? W dodatku taki, który jest na przykład wuefistą a uczy fizyki po rocznym przeszkoleniu w co drugi weekend? Wuefiści proszeni są o nie obrażanie się, ale takie są realia polskiej edukacji XXI wieku.
Kurcze, chyba rzeczywiście skórka nie warta jest wyprawki.

„Nikt nie udowodnił co najmniej szkodliwości homeopatii, prawda?… Wiemy jakie korzyści… Ja tam sądzę, że jest korzystna.”
5.3.2009 @ 23:03 #Wiesz o co Panu chodziło?
O efekt placebo – homeopatia jest niczym innym jak zakamuflowanym efektem placebo – dlatego, nawet niektóre poważane i poważne głowy profesorskie mogą mieć takie zdanie.
Placebo jest i będzie ważną metodą leczenia.
Żeby nie było – jestem z wykształcenia chemikiem i długo musiałem pokazywać rodzinie na ‚pszczółkach i motylkach’ o co chodzi z tymi rozcieńczeniami w homeopatii – ale jeśli ktoś nie wie tych rzeczy – będzie świadomie i podświadomie, „autosugerował” własny organizm, że łyka coś co mu pomoże.
A Oscillococcinum nadal jest reklamowane w naszej tv ;)
Co się dziwisz, skoro w stolycy panujący już kilka razy płacili za usługi różdżkarskie czy inne cuda na kiju z odczynianiem różnym związane (ostatnio z miesiąc albo dwa temu ostatnio parę mies. wstecz miłościwie panująca wydała niezłą kasę na usługi czarodziejskie).
5.3.2009 @ 23:07 #Miałem o tym nawet napisać w którymś momencie ale mi zeszło – może jeszcze się zbiorę skoro teraz brniemy dalej z innej strony…
Może homeopatia to faktycznie nie najlepszy przykład ale będę się cieszył jeżeli tego typu tematy wejdą do szkół. Przynajmniej skończy się wpajanie wyśmiewania przeróżnych tematów i zacznie samodzielne myślenie.
Co do pamięci wody i tego typu zagadnień to polecam 34 minutowy film opisujący dziwne zjawisko:
6.3.2009 @ 00:00 #http://video.google.com/videoplay?docid=5973768289576180843&ei=zViwSYapBIiQ2ALSyLGNBA
Wiesz nauczyciel może zaprosić na lekcję o astrologii zawodową wróżkę, w końcu jest to u nas legalny i rejestrowany zawód ;-) Miałem nieszczęście oglądać, czas jakiś temu, poranny program w TVN gdzie w charakterze „ekspertów telefonicznych” (nie mylić z call girls ;-)) wystąpiło kilka wróżek. Ot taki dzisiejszy signum tempori ROTFL!
6.3.2009 @ 01:15 #A teraz poważnie: jak biedny nauczyciel ma rozmawiać o kreacjonizmie (inteligentny projekt to IMHO taki przebrany we współczesne ciuszki klasyczny kreacjonizm). Przecież dyskusje przeniosły się na taki poziom biochemii, fizyki itp, że dla przeciętnego ucznia argumenty obu stron są równie „magiczne”.
Czy mój poprzedni komentarz wpadł w jakiś filtr?
6.3.2009 @ 03:17 #Bo mam wrażenie, że coś robię nie tak – choć tutaj po wysłaniu miałem komunikat, że „…czeka na moderację”…
Najwyżej znowu skrobnę notkę u siebie zamiast komentarza :D
@trójkąt
Poproszą o link do jakiegoś ,,peer-reviewed” artykułu pana Masaru Emota opublikowanym w magazynie naukowym z ustaloną reputacją.
Mi się nie udało odszukać.
Coraz częściej nie chce mi się nawet dyskutować z ludźmi. Opcja ‚jebać oszołomstwo’ świeci mi się na desce rozdzielczej.
Byte, współcz, że dzieci będziesz wydawał maszynie edukacyjnej.
6.3.2009 @ 06:32 #Moim zdaniem znacznie groźniejsza (bo zagrożenie jest krótkoterminowe) jest lista zawodów, która zawiera m.in. „wróżbitę”. A to choćby dlatego, że Sąd Najwyższy dopuścił w postępowaniu opinię „biegłego radiestety” właśnie na tej podstawie.
6.3.2009 @ 07:55 #@Opi
Mnie też powspółczuj – już niebawem swoje do szkoły ślę i będzie bolało. I mnie, i szkołę jeśli pomysły naszych światłych włodarzy zjadą w edukacyjnej drabinie niżej.
@Byte
Gdzieś ty to wynalazł o tej kaczce? Przepiękny przykład obrotności :)
W tym kraju z rozumem pożegnaliśmy się już jakiś czas temu. Niestety wzorce hamerykańskie to nie tylko burger z frytku i colu ale i reszta „zdobyczy” tej namolnej „kultury”. Czasami mam chęć paść na kolana i błagać naszych włodarzy, by przestali w końcu gapić się za ocean, jak nauczyli się to czynić przez ostatnie dziesięciolecia i może zaczęli rozglądać się po najbliższych okolicach, w których przyszło im żyć. Wygląda na to, że padnięcie na kolana i tak zostanie zrozumiane jako oddanie czci jakiemuś Planowi czy jak tam aktualnie poprawność polityczna każe nazywać boga.
Łojzeu, Bycik, ale przed nami zadanie edukacyjne…
6.3.2009 @ 08:17 #Ależ przecież otępienie dzieci i poddawanie dzieci indoktrynizacji jest celowe? Głupie społeczeństwo łatwiej kontrolować?
6.3.2009 @ 10:00 #Przegiąłeś z tym rozcieńczaniem :) Przykładowo, 1 ccm wody (1 g) zawiera (1/18) *6.023 * 10^23 = 0.3346 * 10^23 cząsteczek ((masa / masa molowa wody) * stała Avogadra). Tak więc twoje 10^30 cząsteczek to dla wody zaledwie 29885439.1499 ccm, a stąd jeszcze daleko do objętości Ziemii. Pozdrawiam, i i życzę więcej krytycyzmu, także wobec siebie :)
6.3.2009 @ 11:37 #magoo:
Za Robertem L. Parkiem, dyrektorem American Physical Society:
6.3.2009 @ 14:40 #@opi: publikacji takich nie ma, co najwyżej krytyczne jak widać po Wikipedii. Nikt też jeszcze nie udowodnił, że takie zjawisko nie ma miejsca, póki co krytykowane są jego metody i rygor wykonywania eksperymentów. Nie twierdzę, że ma rację, natomiast warto zbadać takie rzeczy zamiast się z nich wyśmiewać. Zachowanie typu „jak czegoś nie opisali w Nature to nie istnieje” jest właśnie wynikiem edykacji w starym stylu, gdzie uczono przyjmować to co jest napisane a nie zastanawiać się nad czymś i wyciągać własne wnioski.
Współczesna nauka ma jeszcze bardzo małe pojęcie o naturze świata. Pierwszą planetę poza układem słonecznym sfotografowano dopiero w 2004 roku. Wcześniej takie planety istniały jedynie w modelu teoretycznym. Kiedyś uważano, że ziemia jest płaska ,dzisiaj uważa się, że jasnowidzenie nie istnieje, chociaż Jackowski posiada setki udokumentowanych przez policję „trafień”.
Najważniejsze jest to aby założyć, że nie wiemy wszystkiego i być może nie dysponujemy obecnie narzędziami aby tego się dowiedzieć, tak jak wcześniej nie dysponowaliśmy narzędziami aby potwierdzić istnienie innych planet. Dlatego zamiast się wyśmiewać się z takich rzeczy trzeba do nich podchodzić obiektywnie. Inaczej na zawsze pozostaniemy w Płaskolandii (http://www.youtube.com/watch?v=_n1Pec4Dhn).
6.3.2009 @ 22:17 #homeopatia jest szkodliwa – jak najbardziej, niewiadomo ile osób przekręciło się bo nie otrzymało na czas prawdziwej pomocy medycznej
9.3.2009 @ 21:40 #@trójkąt: nie zauważyłeś, co napisał imć opi?
„Coraz częściej nie chce mi się nawet dyskutować z ludźmi. Opcja ‚jebać oszołomstwo’ świeci mi się na desce rozdzielczej.”
Jeśli masz inne zdanie, zostajesz oszołomem, niewartym nawet dyskusji. Co zabawniejsze, nie możesz nawet udowodnić że masz rację, bo przecież jako oszołom nie zasługujesz na poważne traktowanie. Możesz oczywiście się zgodzić – tylko wtedy nie ma sensu prowadzenia dyskusji.
‚Jebać oszołomstwo’ to bardzo wygodny zabieg – ty się męcz, ja i tak wiem swoje. Nic tylko pogratulować naukowego podejścia do sprawy – i to po wpisie w którym mowa o tym, że wszystko wymaga weryfikacji.
14.3.2009 @ 16:42 #Tak, tak. Przytocz mi jedno badanie, które wskazało na istnienie telepatii czy telekinezy.
Przez setki lat jakoś nikt nie może się przebić przez weryfikowane badania.
Randi trzyma bańkę dla pierwszego prawdziwego maga. I nic.
Więc poproszę dowody na istnienie tych wszystkich rzeczy, albo nie ma o czym rozmawiać.
28.3.2009 @ 16:48 #