Jakiś czas temu zdecydowaliśmy, że zmieniamy samochód. Auto, którym się do tej pory przemieszczaliśmy ma swoje lata i chociaż w dalszym ciągu spisuje się bez zarzutu, to jednak czas chyba najwyższy przesiąść się do czegoś nowszego, większego i wygodniejszego. Decyzja podjęta, nastał więc etap zbierania gotówki w ilości jak największej, bo przecież kredytami brzydzimy się bardzo.
Minęło czasu mało wiele i okazało się, że gotówka zebrała się w takiej ilości, że można już chyba bez wstydu zacząć szukać jeździdełka, o które cały czas chodziło. A chodziło o córkę Thestiosa, siostrę Ledy, żonę Ojneusa, matkę Meleagra. Słowem: Alteę.
Kilka słów wyjaśnienia: nie jestem fanem motoryzacji. Samochody służą do przemieszczania się od punktu A do punktu B, w miarę możliwości bez niespodziewanego zatrzymywania się w punkcie C. A imię nasze legion, prawda? Większość społeczeństwa myśli zapewne podobnie. Męska część tej większości ma przy tym od czasu do czasu zmazy nocne na tle jakiegoś wybranego modelu. Ja może zmazów nie miałem, ale od momentu gdy po raz pierwszy zobaczyłem to auto, wiedziałem, że będę nim jeździł. Taka miłość od pierwszego wejrzenia do 1290 kg metalu zaprojektowanego przez Valtera da’Silvę.
Ale żeby nie było za łatwo: kupowanie w Polsce używanego auta to droga przez mękę, często pokonywana na kolanach, z nosem w błocie. Pozornie wszystko jest proste i oczywiste: szukamy ogłoszenia w Internecie, jeśli nam się podoba dzwonimy do oferenta, dogadujemy szczegóły, po czym bierzemy pieniądze pod pachę i udajemy się po auto. Otóż nie.
Primo: większość aut na rynku wtórnym to samochody z Zachodu, kupione od osiemdziesięcioletnich staruszków, którzy używali ich do cotygodniowego zajeżdżania po zakupy w markecie. Same diesle o przebiegu poniżej 100 000 kilometrów. Tak, nawet te dziesięcioletnie. W autach tych nic nie stuka, nic nie puka, igła panie, tylko lać i jeździć
. Po fakcie okazuje się, że samochód ma solidnie skręcony licznik, po tym zaś jak zawinął się kiedyś wokół drzewa dobrzy ludzie wspawali mu połówkę z innego egzemplarza, resztę ubytków uzupełnili zaś grubą warstwą szpachli. W razie jakiegoś kolejnego zdarzenia na drodze obie połówki odjeżdżają, każda w swoją stronę.

Secundo: większość ogłoszeń w Polsce to oferty komisów. Właściciel polskiego komisu to coś jak Baba Jaga, tylko w wersji dla dorosłych. Panie, w tych komisach ta same cwaniaki siedzą
, powiedział mi taksówkarz w Zabrzu, gdy wściekły wracałem z komisu, w którym w ciągu pięciu minut znalazłem szpachlę z tyłu po prawej i szybę młodszą niż auto z tyłu po lewej. To było ta samo auto, które dzień wcześniej przez telefon reklamowano mi jako bezwypadkową własność polskiego emeryta, który ze względu na bóle kręgosłupa musiał przesiąść się do większego wozu. I które sam kupił od emeryta niemieckiego. W Rawiczu z kolei miałem przyjemność z autem, które sprzedawał właściciel połowy tego miasta (Widzisz pan ten Kaufland? To jego.
) – biedak miał nagły przypadek raka i szybko wyprzedawał cały majątek. Tego to bogacza nie stać było na przegląd przy 90 000 kilometrów (wymiana rozrządu) a na moją propozycję odwiedzenia ASO Seata sprzedawca niemal eksplodował, mimo że przez telefon zapewniał, że on bardzo chętnie ze mną pojedzie do serwisu, bo Seacik jest przecież w idealnym stanie, panie
.
Współczuję tym wszystkim, którzy do poszukiwań samochodu przystępowali z marszu, bez solidnej podbudowy teoretycznej. Ja spędziłem pierwsze dwa tygodnie na przeglądaniu najczęściej leżącego forum w polskiej części Internetu oraz wnikliwej lekturze najlepszego polskiego bloga motoryzacyjnego. A oczy, proszę ja Was, robiły mi się coraz większe. Powyższe dwa źródła zdecydowanie polecam jako niezbędne minimum dla każdego, kto myśli o kupowaniu auta w Polsce. Serio, nie straszę, fakt stwierdzam.
Suma sumarum kupiłem samochód, tylko:
- nie Alteę, ale Toledo. To taka Altea z kaczym kuprem, też dobrze;
- nie diesla tylko benzynę. Dwulitrową. Na szczęście FSI, więc jak się nie wyciska przynależnych tej jednostce 150 KM i nie zawija asfaltu, to pali nawet znośnie;
Wniosek? Warto mieć marzenia, acz polskie warunki szybko nauczą Was elastyczności w ich spełnianiu. I dobrze. I życiowo tak trochę.

Współczuję i zgadzam się w całości ze wszystkim co powyżej napisane. Sam chciałem kupić Hondę Civic VI. Podejrzeń nabrałem, jak facet z komisu bez żadnych negocjacji ceny, sam z siebie opuścił cenę o 1500. Uparłem się wtedy na wizytę w warsztacie Hondy i okazało się, że miałem rację. Był uderzony czołowo. Później dowiedziałem się od znajomego znajomego, który zna kogoś, kto pracuje w firmie będącej pierwszym właścicielem tej Hondy, że firma ta kupuje tylko czarne Hondy Civic, a sprzedaje je dopiero kiedy je rozbiją.
8.6.2009 @ 11:08 #Pozdrawiam
A po coś chodzonego nie mogłeś skoczyć na przeciwną stronę Odry? Czy tam też już wszystko nasi spece opanowali?
8.6.2009 @ 12:44 #Tja. Poza tym zapomniałeś napisać bajcik, że za naszą zachodnią granicą to sprzedają samochody WYŁĄCZNIE niepalący emeryci jeżdżący nimi do kościoła tylko w Boże Narodzenie. Co trzy lata. Aha, i od tego kościoła są tak miłosierni, że sprzedają za bezcen.
Dobrze, że własny samochód kupiłem od Tatusia. Własnego.
8.6.2009 @ 13:33 #heh, dzieki za polecenie „najlepszego polskiego bloga motoryzacyjnego”
Widze w statystykach, że mam z tego wątku sporo wejść i postanowiłem zobaczyć o co tu chodzi.
Na szczęście kupiłeś juz auto dla siebie i na kilka najbliższych lat masz spokój. Ale Ci, ktorzy nadal są na etapie poszukiwać wymarzonych 4 kółek – miejcie się na baczności, bo polowanie na jelenia trwa!
8.6.2009 @ 14:01 #bez pomocy fachowca /najlepiej z bliskiej rodziny/ raczej nie zdecydowałbym się na zakup uzywanego auta. najpewniej zleciłbym takiemu ziomkowi/ całe szczęście, że mam / sprowadzenie kara z zagranicy. tymczasem jestem na etapie zbierania gotówki i wyboru modelu. może honda jazz .. ?
8.6.2009 @ 15:17 #krzych:
Ja po obejrzeniu auta pojechałem z nim do serwisu Skody (można sprawdzić każde auto z grupy VW) i zapłaciłem 150 zł za „przegląd przedsprzedażny” czy jak to się tam nazywało. Przegląd trwał dobrze ponad godzinę, dostałem listę wykonanych czynności i pisemną opinię pracownika serwisu.
8.6.2009 @ 15:25 #Ja przeszedłem przez to rok temu. Chciałem kupić używkę ściągniętą od naszych przyjaciół germanów, koniec końcem kupiłem auto, które od zakupy jeździło w Polsce. Dlaczego? Bo miało wszystko dobrze udokumentowane. Na dodatek z obtartym bokiem ;) Oczywiście nie obeszło się bez ekspertyzy w PZMotcie (serdecznie polecam stację na Składowej w Poznaniu).
8.6.2009 @ 18:10 #Współczuję z Tobą, na szczęście masz już to za sobą. W moim przypadku następny odcinek opowieści dopiero za 2 lata ;)
CoSTa:
Jakoś wszystkie ciekawe okazy były daleko. Szczerze? Nie chciało mi się :)
8.6.2009 @ 18:24 #twój wpis oddaje to co mi opowiadali koledzy, którzy przez to niedawno przechodzili. Niestety jesteśmy krajem w którym ciągle auto jest synonimem spełnienia życiowych ambicji – nawet jeśli się tego samochodu tak naprawdę nie potrzebuje. No i w takich przypadkach najłatwiej naciągnąć takiego frajera, swoją drogą pasowałoby zgłaszać do prokuratury takich cwaniaków.
jeszcze historia z innej beczki kumpel kupił w Polsce w salonie forda KA – jakaś pani wjechała mu w drzwi. Autoryzowany serwis dealera wymienił w ciągu tygodnia drzwi na nowe, rok później przy sprzedaży okazało się, że autoryzowany serwis oszukał mojego kumpla, ponieważ nie wymienił mu tych drzwi (za co zapłcił z OC tej pani) tylko wyklepał. Oszuści są wszędzie.
8.6.2009 @ 20:15 #„rok później przy sprzedaży okazało się, że autoryzowany serwis oszukał mojego kumpla, ponieważ nie wymienił mu tych drzwi (za co zapłcił z OC tej pani) tylko wyklepał. Oszuści są wszędzie.”
perfidia. i jak tu nie być paranoikiem w tym kraju
9.6.2009 @ 08:47 #Piękne auto, nawet się do niego przymierzałem w ubiegłym roku, ale dla mnie trochę małe ;-) Przy moim wędrownym stylu życia bagażnik okazał się maciupki. Ale nadwozie zaiste powala.
14.6.2009 @ 08:05 #Dobry pomysł z tą benzyną, jak dużo nie jeździsz, to różnica w cenie zakupu nie jest warta pakowania się w diesla. Tym bardziej, że do Toledo pakują tego nieszczęsnego 1.9 TDI na pompowtryskach.