Jaki Cejrowski jest – każdy widzi. Niektórzy go kochają, inni wprost nie cierpią. Ja lokuję się ze swoimi uczuciami mniej więcej w dwóch trzecich drogi: zasadniczo go nie trawię. Jest jednak coś, co warto w WC docenić – podróżuje. I potrafi o tych podróżach zajmująco opowiadać.
Polscy autorzy zajmujący się literaturą tego gatunku to często twardzi, zaprawieni w bojach traperzy, którzy, owszem, wlezą na niedostępną górę albo przebiją się przez dżunglę, robiąc po drodze samolot z lian i odrobiny liści, ale gdy mają coś na ten temat napisać, to skręcają się w boleściach. Równie często to niepoprawne gaduły, które na kolejnych stronach leją wodę a na swoim koncie mają przeżycia z gatunku tych, których doświadcza każdy turysta poruszający się klimatyzowanym autokarem. Cejrowski się wyróżnia, bo jest nieznanym do tej pory typem podróżnika: globtroterem z szołmeńskim zacięciem. Kamera i mikrofon go lubią. Pióro – jak się okazuje – też.
Jego książki trafiły do naszego domu z mojej inicjatywy. Małżowinka – jako że wakacje – przebijała się przez wygrzebane na sieci wspomnienia Kingi Hoszcz. Spodobało się, więc chcąc niewiaście zrobić podarunek, poszedłem do księgarni, stanąłem przed tematyczną półką i po kilkunastu minutach głowienia się nad wyborem, sięgnąłem po „Gringo wśród dzikich plemion”. Książeczka jest z tych nieopasłych, przeczytała się żonie migiem a „Rio Anaconda” kupiła już sobie sama, przez Internet. Potem obie pozycje przeczytałem ja i pomyślałem, że warto odkurzyć blogusia, dzieląc się wrażeniami.
Krótko: wrażenia są pozytywne.
Dłużej: jeśli szukacie szybkiej lektury na leniwe, wakacyjne dni, łapcie „Gringo wśród dzikich plemion”. To krótkie teksty, powiązane ze sobą w dość luźny sposób i traktujące o szeroko pojętej Ameryce Południowej. Często bardzo zabawne, skupiające się przede wszystkim na codziennym życiu tamtejszych ludzi. Oaza wolności w obwarowanym przepisami świecie – w to graj Cejrowskiemu, mnie już trochę mniej. Czyta się bardzo dobrze.
„Rio Anaconda” to już pozycja z nieco innej bajki. Zaczyna się dość podobnie do swojej poprzedniczki, ale to wrażenie znika z chwilą wejścia do dżungli. Wtedy z każdą stroną Cejrowski coraz głębiej zapada się w indiańskiej kulturze, szczególny nacisk kładąc na szamanizm. I to jest właśnie – jak dla mnie – najsłabsza część tej opowieści. Cała „Księga magii”, czyli jeden z rozdziałów, to niekończący się dialog z szamanem plemienia Carapana. Dialog bardzo męczący, bo Cejrowski albo rzeczywiście wierzy w to, co mu szaman opowiada, albo bardzo chce żebyśmy my mu uwierzyli. Problem polega na tym, że nie bardzo wiadomo co wydarzyło się naprawdę, a co jest swobodnym kłusem na siodle wyobraźni.
Niestety, z wiarygodnością Cejrowskiego jest problem. Łapano go już na nieznajomości podstawowych faktów na temat krajów, które opisuje. Przy odrobinie wysiłku i wsparciu Googli można go złapać na ewidentnym fantazjowaniu na temat napotkanych w dżungli zwierząt czy niektórych opowiadanych historii. Sam zresztą w pewnym momencie przyznaje, że Latynosi uwielbiają zmyślać i robią to pasjami. Oni tak mają po prostu.
Otóż to: dla każdego, kto przeczyta dowolną z jego książek stanie się jasne, że Cejrowski jedną nogą jest już Latynosem, połową drugiej zaś Indianinem. Mamy przed sobą człowieka, którego Europa uwiera, któremu cywilizacja białego człowieka jest już tylko zawadą. Dlaczego? Bo się sekularyzuję. Na moje oko autora ciągnie do Ameryki Południowej, bo to silnie uduchowiony kontynent, przesiąknięty magią i spirytyzmem. Cejrowski nie pasuje do Europy XXI wieku, czułby się dobrze może w średniowieczu, potem już było coraz gorzej. Dlatego właśnie gdy już zawita do kraju nad Wisłą, daje się poznać jako wojujący katolik. Szerzej nawet – jako wojujący wierzący, bo dla Cejrowskiego konkretne wyznanie to już kwestia techniczna, poboczna. Ważne jest, by wierzyć. W cokolwiek, paralele same się wyrysują.
Jak widać stoimy z Cejrowskim na przeciwległych biegunach. On – prawie mistyk. Ja – uparty racjonalista. Wiele może nas różnić, ale nie wypada – po prostu nie wypada – pomijać milczeniem czy lekceważyć kogoś, kto ma talent. On go ma i warto dać się zaprosić do jego świata, choćby po to, żeby starać się go zrozumieć.
Poza tym… cały czas mam nieodparte wrażenie, że ten facet się nami bawi i że w tym wszystkim chodzi o coś jeszcze innego. Nieważne, zabawmy się z nim.

Książki wspomniane posiadam, przeczytałem na jednym oddechu i również polecam. Dobra rozrywka, dobrze podana.
5.8.2009 @ 15:36 #Pamiętam Kingę i Chopina – promując swoją książkę zawitali kiedyś do mojej mieściny na spotkanie zorganizowane przez Klub Światowcy. Było to tuż przed wyprawą Kingi do Afryki, z której już nie wróciła.
5.8.2009 @ 19:05 #Spotkanie z tymi ludźmi było niezwykłym przeżyciem. Podróżnika powinno się oglądać na żywo. ;)
cejrowski to taki gosc ktoremu ujdzie bardzo wiele wlasnie z powodu tego ze ma dobry dryg do opowiesci – bo pozatym jest czlowiekiem odpychajacym emocjonalnie licza sie tylko jego emocje gdy opowiada o podrozach
5.8.2009 @ 21:15 #Nie uważam Cejrowskiego za autorytet ale na pewno się z tobą zgodzę Byte. Lubię jego opowieści, facet potrafi czarować boso i na papierze.
6.8.2009 @ 07:31 #Mam podobne do Twojego zdanie o WC. Wahałem się ostatnio czy kupić jego książki. Teraz wiem że warto. Dzięki. Bez względu na to jaki mam pogląd na świat, lubię być „czarowany” przez dobrego gawędziarza. I to o czym snuje opowieść ma drugorzędne znaczenia.
6.8.2009 @ 19:55 #można sobie również oglądnąć jego filmy na stronach TVP
11.8.2009 @ 23:55 #Polecam wszystkim Kapuścińskiego. Ta lektura powala, szczególnie teraz z perspektywy zmian jakie dokonały się w naszym kraju.
13.8.2009 @ 22:16 #Cejrowski to taki turysta, tyle że znający język, ale to co przeżywał Kapuściński – szalony parias z fantazją – permamentny brak kasy, malaria, gruźlica, zepsute auto na pustyni, krucha łupinka pełna dziennikarzy w czasie nocnego sztormu u brzegów Zanzibaru, o tym po prostu trzeba przeczytać.
Nie będę oryginalny – Szachinszach i Cesarz to lektury obowiązkowe, ale naprawdę warto przeczytać Heban i Jeszcze dzień życia…. i koniecznie Podróże z Herodotem…
Chwała Ryśkowi, to był prawdziwy dziennikarz-podróżnik!
Tanhauser:
http://bytowisko.pl/?p=825
http://bytowisko.pl/?p=1048
13.8.2009 @ 22:24 #O jak miło tu znowu coś przeczytać :)
Już myślałem że RSS coś nie teges …
Ja jestem fanem programów WC, ale chyba namówiony zakupię jakaś knigę, jeżeli są tak dobrze napisane jak opowieści w programach „Boso Przez świat” to na pewno z chęcią przeczytam.
23.8.2009 @ 01:21 #Może i fajnie, że podróżuje, ale zauważ, że gdyby miał możliwości Corteza narzuciłby odwiedzanym kulturom swoją moralność. Tymczasem kończy się to tylko na uszczypliwych tekstach.
23.8.2009 @ 02:11 #Po ostatnich chamskich wybrykach WC doszedłem do wniosku, że nie należy kupować jego książek. Nie powinno się wspierać takich ludzi, a powszechnie bojkotować.
23.8.2009 @ 11:49 #Jurgi:
Niestety, Cejrowski ma niewyparzoną gębę, właśnie dlatego nie poszedłem na spotkanie z nim gdy nawiedził moje miasto. Jego książki podróżnicze kupować będę jednak nadal, nic na to nie poradzę. Nie oznacza to oczywiście, że podpisuję się choćby pod przecinkiem z jego nieskomplikowanych przemyśleń o świecie i bliźnich.
23.8.2009 @ 12:05 #kuszyna:
Tak sobie czytam te książki i dochodzę do wniosku, że ostatnią rzeczą jaką można się spodziewać po Cejrowskim to nawracanie ogniem i mieczem. Serio.
23.8.2009 @ 12:23 #byte:
27.8.2009 @ 15:14 #nie czytałem książek, natomiast oglądałem programy, faktycznie może nie mieczem i ogniem, ale szyderą i chamstwem
To moze najpierw jednak przeczytac, a potem czepiac sie?
Dla mnie Cejrowski moherem jest w swoim kregu kulturowym, jak jest w innym to szanuje tamtejsze obyczaje. To widac w kazdym programie przeciez!
1.9.2009 @ 14:52 #