Tytuł tego wpisu to jednocześnie onomatopeja oddająca odłgos mojej szczęki opadającej na podłogę, podczas gdy reszta ciała zapoznawała się z wyrokiem Trubunału Sprawiedliwości Wspólnot Europejskich w sprawie Komisja Wspólnot Europejskich przeciwko Rzeczypospolitej Polskiej.
Poszło o GMO.
Daruję sobie istotę problemu, bo każdy kto ma mózg potrafi sobie wyguglać czym jest GMO, porównać dostępne na ten temat dane i wyciągnąć wnioski. Clou tej notki jest co innego: uzasadnienie stanowiska naszego rządu. Rząd nasz otóż postanowił nie wprowadzać w życie postanowień dyrektywy 2001/18/WE, gdyż albowiem ponieważ nie bardzo wiadomo dlaczego. Z jednej bowiem strony minister rolnictwa twierdzi, iż Biorąc pod uwagę obecny stan wiedzy naukowej i opinii ekspertów, można stwierdzić, że żywność modyfikowana genetycznie nie stanowi zagrożenia dla zdrowia ludzi
, z drugiej Polska nie kwapi się z dopuszczeniem do obrotu morderczego GMO. W końcu, gdy Komisja traci cierpliwość i pozywa Najjaśniejszą przed surowe oblicze Trybunału, nasz przedstawiciel – Mikołaj Dowgielewicz – musi się podpierać argumentacją zapewne przez siebie nie napisaną. I teraz najlepsze, ta argumentacja. Zaczerpnięta z uzasadnienia wyroku, który każdy jeden Polak i każda jedna Polka może sobie przeczytać (sprawa o numerze C-165/08).
Co do istoty sprawy Rzeczpospolita Polska podnosi, że wbrew temu, co utrzymuje Komisja, orzecznictwo potwierdza, że skarga na podstawie art. 30 WE przestaje być możliwa tylko wtedy, gdy przeprowadzona harmonizacja wspólnotowa obejmuje środki niezbędne do osiągnięcia szczególnego celu, do którego ochrony zmierza to postanowienie traktatu WE. Tymczasem względów etycznych nie obejmują właśnie dyrektywy 2001/18 i 2002/53, które mają na celu wyłącznie ochronę środowiska i zdrowia ludzi. Motyw 57 i art. 29 ust. 1 dyrektywy 2001/18 zastrzegają poza tym wyraźnie dla państw członkowskich kompetencję regulacji aspektów etycznych związanych z GMO.
W niniejszym przypadku przyjęcie spornych przepisów krajowych kierowane było zasadami etyki chrześcijańskiej i humanistycznej, które są wyznawane przez większość polskiego społeczeństwa.
W tym zakresie Rzeczpospolita Polska powołuje się kolejno na chrześcijańską koncepcję życia, która sprzeciwia się temu, aby organizmy żywe stworzone przez Boga były przedmiotem manipulacji i zmieniane były w materiały będące przedmiotem praw własności przemysłowej, na chrześcijańską i humanistyczną koncepcję postępu i rozwoju, która nakazuje szacunek dla planu stworzenia, jak również na poszukiwanie harmonii między człowiekiem i przyrodą, i w końcu na chrześcijańskie i humanistyczne zasady ładu społecznego, gdyż zredukowanie organizmów żywych do rangi produktów o celach czysto komercyjnych może szczególnie podważać fundamenty funkcjonowania społeczeństwa.
To jest, proszę wycieczki, argumentacja kraju, który w swojej konstytucji posiada artykuł dwudziesty piąty. To jest, proszę wycieczki, przykład tego, jak ze słynnego NOMA w polskich realiach zostaje OMA. To jest również przykład kompletnej, graniczącej z histerią bezradności, którą – przy braku sensownych argumentów – każe przed międzynarodową instytucją wyciągać argumenty bezsensowne, co potem owocuje kolejnymi żartami o kraju nad Wisłą (czemu po fakcie wszyscy się u nas niezmiernie dziwią). Tekst o „zredukowaniu organizmów żywych do rangi produktów o celach czysto komercyjnych” powinien wejść do antologii najlepszych dowcipów świata, szczególnie jak sobie człowiek uświadomi, że na bazarkach i giełdach rolnych organizmami żywymi handluje się od tysiącleci i w celach komercyjnych jak najbardziej. Przy okazji zwracam uwagę szanownej wycieczki na sprytne splecenie chrześcijańskiej i humanistycznej koncepcji postępu. W ten prosty sposób jednymi, którzy nie brzydzą się GMO zostali kanibale, pedofile i mordercy.
Wynik tego całego cyrku na kółkach? Sprawę z godnościom osobistom przerżęnlim, mamy zapłacić koszta własne i dwie trzecie kosztów poniesionych przez Komisję Europejską. Pan zapłaci, i pani zapłaci. Ale moralnie to jesteśmy górą, tak nam dopomóż.
PS Temat tego wpisu został bezczelnie wykradziny Danielowi Passentowi, z jego felietonu pt. „Z życia buraków” („Polityka” 8/2010). W ramach jego poszerzania (tematu, nie Passenta) proponuję lekturę tekstu „Sąd ostateczny” Joanny Podgórskiej i Agnieszki Mazurczyk. Też ciśnienie skacze.

OMFG
19.2.2010 @ 20:08 #dziękuję za ten tekst
idę się trzymać za głowę…
Chrześcijańskie i humanistyczne? Lol. Pozwolę sobie przekleić stary komentarz znajomego, który pasuje tu jak ulalał:
„Mierzi mnie np. całe to bredzenie o „humanizmie chrześcijańskim”. O większą bzdurę naprawdę trudno – to pojęcie jest kompletnie wewnętrznie sprzeczne (niczym „urbanistyka nomadów” – zagadka dla czytających, skąd ten tekst? ;)). Chrześcijaństwo, a w szczególności tak tradycyjne jak katolicyzm, za oś życia uznaje Boga i na Bogu się koncentruje, człowiek ewentualnie rozpatrywany jest jedynie przez pryzmat Boga. Humanizm natomiast – jak sama nazwa mówi – koncentruje się na Człowieku i jego potrzebach (niekoniecznie pomijając aspekt duchowy, ale z kolei rozpatrując go przez pryzmat Człowieka jako osi i punktu zainteresowania). Nie da się tego pogodzić!
Istotne światło na sprawę rzuca fakt, że „klasyczny” Laveyowski Satanizm naprawdę nazywa się… Humanizmem (!) – nazwa „Satanizm” została użyta tylko gwoli prowokacji i perwersyjnej przekory.
Zresztą obróćcie sobie na języku frazę „humanizm muzułmański” i spróbujcie go sobie wyobrazić. Co, jakoś się nie da? Język cierpnie? No właśnie, a przecież chrześcijaństwo ma z islamem dużo więcej wspólnego niż chciałoby się przyznać – a na pewno wspólna jest wizja umiejscowienia czlowieka w świecie, którego osią jest Bóg.”
19.2.2010 @ 22:58 #Zamiast tyradować w głupkowatej ignorancji, mógł byte zrobić research przed napisaniem niskich lotów paszkwilu.
20.2.2010 @ 02:27 #http://www.stopcodex.pl/ – Niech na początek czyta i zacznie myśleć. Jak każdy lewak, za nic ma cudze życie, ale to dotknie też jego arogancką wysokość.
„You forgot Poland” ^^ .
20.2.2010 @ 07:34 #Konrad:
Znam to hasło. Śmieszy mnie. Jak każdego lewaka, który za nic ma cudze życie i je noworodki na surowo.
20.2.2010 @ 09:12 #Generalnie to można mieć zastrzeżenia do sposobu argumentacji no i wyniku.
20.2.2010 @ 19:03 #Co do reszty – Polska często staje w rozkroku nie potrafiąc podjąć po męsku decyzji i potem mocno po jajach dostaje.
Bo co do samego GMO to nie rozumiem Twojego poglądu Byte na całą sprawę poprzez ten artykuł.
Ja jestem na nie, nikt normalny nie będzie popierał monopolu nasiennego.
kam:
Uważasz, że rolnicy nadal używają nasion, które sami sobie wyhodowali? Nie kupują ich? Już teraz nie są uzależnieni od materiału siewnego pochodzenia zewnętrznego?
20.2.2010 @ 22:19 #Owszem używają własnych nasion. Nie Ci którzy produkują na skalę przemysłową ale Ci którzy robią to dla lokalnych społeczności.
Poza tym nie rozróżniasz chyba trochę zakładów rolniczych uszlachetniających nasiona a monopolu Monsanto na nasiona z blokadą. W Indiach dzięki „pomocy” tej firmy z 200tyś odmian ryżu zostało 60. W Meksyku jest zakaz sprowadzania amerykańskiej kukurydzy, bo zaczęła trzebić lokalne odmiany, których jest najwięcej na świecie.
Wiem również, że mojemu ojcu od czasu jak w okolicy zaczęli rolnicy obsiewać rzepak GMO, padła 4x pasieka. Od 5 lat nie ma właściwie miodu rzepakowego a pszczoły latają dużo dalej po pyłek.
Pszczoły chorują częściej teraz niż kiedykolwiek wcześniej – a wierz mi ten region był kiedyś najbardziej zatrutym regionem w Europie.
Przetrwały wyziewy z kopalni, hut, koksowni – nie dają rady sobie z GMO.
Jeśli wymrą pszczoły, ludzkość ma jakieś 8 lat – słowa Einsteina.
Nie jestem jakimś porąbanym ekologiem, staram się we wszystkim znaleźć złoty środek, sam kiedyś nie widziałem nic złego w GMO – bo uważałem, że to znak postępu i należy dać temu szansę. Teraz już nie mam wątpliwości, że ktoś manipuluje danymi, bo co innego widzę a co innego słyszę i czytam.
21.2.2010 @ 12:38 #kam:
Próbowałem wyguglać coś na temat związków
MontesantoMonsanto z wytrzebieniem niemal 200 000 odmian ryżu i nic nie znalazłem. Znalazłem za to tekst o tym, jak w latach 1950-2006 w Chinach zniknęło 45 000 odmian ryżu i nie miało to nic wspólnego z GMO.http://bit.ly/9ouX9A
Żeby było śmieszniej, to właśnie Chiny (największy producent ryżu na świecie) w zeszłym roku wpuściły na swój teren pierwsze gatunki ryżu GMO, licząc na wzrost plonów o 8% i zmniejszenie użycia pestycydów o 80%. Dopuścili też kukurydzę.
http://www.reuters.com/article/idUSSP364484
Co do Meksyku, to
MontesantoMonsanto dostało od rządu tego kraju zielone światło na trzy pierwsze odmiany zmodyfikowanej kukurydzy.http://bit.ly/9KC2KZ
W sprawie pszczół, to nie mam powodów nie wierzyć, że Twój ojciec ma z nimi problemy. Mam jednak również prawo wątpić z zasadność powiązania tego faktu z wysiewem GMO, bo to jest dokładnie ten sam tok rozumowania, który swego czasu doprowadził do wydumanego związku szczepionki=autyzm. Mój sceptycyzm jest tym większy, że swego czasu podobne podejrzenia formułowano w USA.
http://www.gmo-safety.eu/en/news/565.docu.html
Podejrzewano toksynę bakterii Bacillus thuringiensis, która jest produkowana przez niektóre odmiany zmodyfikowanej kukurydzy. Przeprowadzono wtedy wiele badań i nie udało się potwierdzić żadnego związku między GMO i chorobami pszczół. Co więcej, choroby pojawiały się
też tam, gdzie GMO nie było ani hektara.
http://bit.ly/a3BEEu
Uwierz, nie mam nic do ekologów. Jak się tak dobrze zastanowię, to wychodzi mi, że też jestem ekologiem i pod wieloma hasłami organizacji ekologicznych mogę się śmiało podpisać. Nie mogę się tylko podpisać pod awanturą przeciw GMO. Pocieszające jest jednak to, że na przykład Greenpeace nie sprzeciwia się badaniom prowadzonym nad Złotym Ryżem. Zacytuję: „Złoty Ryż został stworzony w celu zwalczania niedoboru witaminy A (VAD), który zabija 6000 osób dziennie i powoduje ślepotę u 500 000 dzieci rocznie”.
http://www.biolog.pl/article6627.html
Na koniec prośba: swoje stanowiska określiliśmy jasno. Nie chciałem nawiązywać do samego GMO w poście, bo bałem się awantury w komentarzach a na niekończącą się dyskusję na ten temat nie mam ani czasu ani nie czuję się do tego merytorycznie przygotowany. Chodziło o samo uzasadnienie, które wydało mi się absurdalne. Nie czuję w sobie powołania do nawracania na taki czy inny rodzaj ziarna: chciałbym po prostu żeby decyzje w tej sprawie podejmowane były w sposób racjonalny, po uwzględnieniu wszystkich wiarygodnych danych.
21.2.2010 @ 15:59 #[...] 24 February 2010 – Filed under mielone i bajaderki Rząd nasz otóż postanowił nie wprowadzać w życie postanowień dyrektywy 2001/18/WE, gdyż albowiem ponieważ nie bardzo wiadomo dlaczego. bytowisko: „Jebut„ [...]
24.2.2010 @ 11:49 #Ki czort nakazał im podpierać się chrześcijańską aksjologią?!! Nie popieram GMO i pewnie jak każdy
24.2.2010 @ 20:22 #zdroworozsądkowo myślący człowiek
mógłbym odwołać się do racjonalnych podpartych badaniami zastrzeżeń nt. genetycznego modyfikowania roślin. Co za dyletanctwo
Pewnie, pewnie GMO to straszna zaraza. Lepiej, żeby przeciętny Polak napchał się tzw. „lekiem” homeopatycznym, poprawił, najlepiej kilkoma, działającymi na wszystko suplementami diety, a jak poziom wkurwienia i/lub depresji sięgnie topu to weźmie sobie ogólnie dostępne antydepresanty. Też najlepiej kilka, bo nie wiadomo który lepiej działa.
25.2.2010 @ 12:21 #Jakoś w tych przypadkach żadna aksjologia nie przeszkadza…
Man, to nasze stanowisko to tak naprawdę? To rządowe? To oficjalne?
Fak, po co jechać do Afganistanu w poszukiwaniu Talibów? Na miejscu mają się całkiem nieźle…
25.2.2010 @ 22:02 #Racja. Debile. W końcu takie instytucje jak Agencja Nasienna nie po to kupę kasy pakują w lobbing, żeby sobie jakiś rolnik sprzedawał to zboże gdzie mu się żywnie podoba. W chomąta wszystkich!
Także doniesienia o setkach pozwów w USA niszczących rolników są z palca wyssane. Wódę pewnie chleją … yyy… znaczy się whisky i się im przywidziało.
A rozważania kwestii powstawania nowych i nigdzie nieudokumentowanych protein pojawiających się po „naprawianiu” natury powinniśmy śmiechem zabić (BSE to głównie zdeformowane proteiny).
Racja. Wiwat lewicowe poglądy! Wiwat korporacyjny kapitalizm! Yyyy… znaczy się nieważne…
28.2.2010 @ 01:52 #W tej formie – chrześcijańskie spojrzenie na GMO – można sobie co najwyżej usunąć trochę błota z butów. Ale faktem jest, że kościołowi czasami udaje się wyłuskać istotę sprawy.
Nie usprawiedliwiałbym wprowadzania GMO, za pomocą sceptycznych argumentów, lecz odwołałbym się do wolności wyboru, którego mamy coraz mniej.
Wprowadzanie GMO to nakaz z góry, który wbija nóż w plecy autonomicznym rolnikom, tym małym, który jest najwięcej, oraz ich konsumentom.
Dobrze jest patrzeć się, na tego rodzaju nakazy, chłodno i oceniać zmiany w perspektywie dłuższego okresu – obserwować zmiany.
Zauważcie, jak mało wypowiada się specjalistów – rolników, biologów, biochemików, genetyków, ekonomistów.
@Kam
Przykład z pszczołami jest znakomity. Także wolę skupiać się na bezpośrednio zainteresowanych tematem. :)
2.3.2010 @ 09:59 #W sprawie ginących pszczół polecam prezentację Waltera Hafekera Prezydenta Europejskiego Związku Pszczelarzy Zawodowych pt. Genetically modified organisms (GMOs) and their impact on beekeeping
3.3.2010 @ 14:49 #byte, co to jest Montesanto? Jakieś idiotyczne naśmiewanie się z idiotyzmu, nie rozumiem.
5.3.2010 @ 17:34 #Rajtuz:
Tfu, mea cupla. Monsanto. A tego „idiotycznego naśmiewania się z idootyzmu” to ja z kolei nie rozumiem. W czym problem?
5.3.2010 @ 17:59 #@Jurgi: Satanizm Laveyański sprowadza się w istocie do skrajnego egoizmu. Raczej trudno to nazwać humanizmem…
9.3.2010 @ 13:23 #Chrześcijaństwo jest akurat religią o wyjątkowo humanistycznej wizji Boga. Taką, która uważa, że Bóg z miłości do ludzi, dla ich zbawienia, pozwolił aby jego Syna na krzyżu… etc. A humanizm chrześcijański z kolei uważa, że najbardziej… ekhem, „ekologiczne”, zgodne z naturą człowieka będzie życie zgodne z zamysłem produc…, znaczy Stwórcy chciałem napisać.
A co do GMO, to obawy biorą się właśnie z niewiedzy. Nie wiemy czym to mogłoby ewentualnie grozić. I mamy zbyt małą liczbę planet do dyspozycji, aby ryzykować eksperymentami na, nomen omen, żywym organizmie.
Na bytowisku dostępne jest tłumaczenie tekstu o Viście. Jakie zagrożenia niesie „humanistyczne” – czyli mające na celu dobro ludzi (pytanie zasadnicze – wszystkich czy wybranych, w każdym razie na pewno nie podporządkowane jakimś wyższym ideom) wykorzystanie technologii. Ale wszystkie te zagrożenia monopolizacją informatycznej sfery życia przeciętnego człowieka to pikuś w porównaniu z tym, co może się zdarzyć, jeżeli za biotechnologię weźmie się kiedyś jakiś Biomicrosoft… Dla naszego dobra oczywiście. Człowiek po prostu nie dorósł do grzebania się tak głęboko w genach, jest zbyt wielkim huma… egoistą ;->. Zgoda, że próba werbalizacji tych argumentów na forum międzynarodowym niekoniecznie przybrała najszczęśliwsze czy najklarowniejsze formy, ale naprawdę jest różnica między handlowaniem pietruszką na targu a ingerencją w naturę organizmów żywych. Taka jak np. między nakazaniem człowiekowi wykopanie rowu a dyktowaniem mu, co ma myśleć i czuć. Jedno i drugie można podciągnąć pod instrumentalne wykorzystanie, ale różnica jednak jest zasadnicza.
30.3.2010 @ 14:08 #AJ:
Fakt: przy obecnym tempie przyrostu naturalnego w roku 2050 będziemy potrzebowali nowych terenów uprawnych (koniecznych do wyżywienia całego tego towarzystwa) o powierzchni Brazylii. Ta planeta takim niewykorzystanym dotąd areałem uprawnym nie dysponuje – chyba że wytniemy lasy tropikalne, co jest pomysłem raczej kiepskim. Wniosek: czas na kolejną „zieloną rewolucję”, tyle że na horyzoncie nie widać niczego, co mogłoby konkurować z GMO. GMO daje przyrost zbiorów z hektara a przy okazji ogranicza użycie pestycydów (nie lubimy ich) i nawozów sztucznych, które zawartymi w nich azotem i fosforem powodują na przykład tworzenie się martwych, opanowanych przez algi stref u ujść dużych rzek do morza. Na przykład. Jeśli więc ktoś zaproponuje lepszy pomysł, to proszę bardzo. Czekam.
„Ingerencją w naturę organizmów żywych” człowiek zajmuje się od zarania dziejów, tworząc krzyżówki roślinne i zwierzęce, tyle że nie z taką dokładnością a „pi razy oko a drzwi”. Trwa to długo i nie zawsze przynosi spodziewane rezultaty. Nie rozumiem dlaczego bezpośrednie manipulacje genetyczne mają być nagle wielkim zagrożeniem. Tym bardziej, że rośliny tak zmodyfikowane jesz na co dzień, z importu, a same uprawy są z nami od 1986 roku. Póki co jest nieźle.
Nie zgadzam się z tezą, że wiemy za mało na temat GMO, żeby rozpoczynać uprawę takich roślin. Minęło 20 lat, wiemy sporo. Dopóki ktoś nie przedstawi SOLIDNYCH argumentów świadczących na niekorzyść GMO, powinniśmy tą technologię rozwijać. „Człowiek po prostu nie dorósł do grzebania się tak głęboko w genach” – nie wiem skąd ten wniosek? Kto tak orzekł? Na podstawie jakich przesłanek? Przypomina mi się podobne stwierdzenie dotyczące energii atomowej. Wtedy człowiek też nie dorastał.
Jeszcze a propos chrześcijańskiego spojrzenia na GMO: dogrzebałem się do wywiadu z prof.Wojciechem Kaniewskim, twórcą pierwszej modyfikowanej rośliny odpornej na wirusy, byłym pracownikiem Monsanto. Okazało się, że Kaniewski był przez dwa lata doradcą papieża („naszego”) do spraw etyki w nauce. ETYKI w NAUCE. Przedstawiciel Monsanto. Twierdzi, że papież był wielkim zwolennikiem, cytuję „biotechnologii roślin transgenicznych”. W tym kontekście uzasadnienie, o którym pisałem brzmi jeszcze zabawniej.
30.3.2010 @ 16:06 #@Byte
Tak szczerze, to jestem pod wrażeniem Twoich źródeł informacji. Widzę, że odrabiasz lekcje z wysoką starannością – jesteś naprawdę inteligentnym facetem. Także weź pod uwagę fakt, jak mało kompetentnych osób wypowiada się w tych sprawach. Myślę, że musi być ku temu jakiś, mniej czy bardziej, racjonalny powód?
GMO jest wyuzdaną formą odbierania ludziom możliwości wyboru – produkcji, zakupu i konsumpcji produktów – kryjąca się pod płaszczykiem humanitaryzmu globalnego. Jeżeli ktoś chce zbawiać świat, to niech zacznie przeznaczać WŁASNE pieniądze na ten cel, a nie wykorzystuje problemy globalne do ich pomnażania. Tu nie chodzi o to, że żywność genetycznie modyfikowana ma być opcją (czytaj: alternatywą), lecz naszą przyszłością.
W planach jest całkowite zastąpienie naturalnych odmian żywności – technologiczne, a co najgorsze, także prawne. To tak, jakby nagle zamknięto ludziom możliwość produkowania zgodnie z naturą, dla wyższego celu, którym na pewno – moim zdaniem – nie jest pomoc ludziom ani naturze. Na Ziemi więcej się niszczy, niż tworzy – co jest faktem nie do podważenia – dla kasy.
Jeżeli pszczoła, która dla niektórych ludzi jest tworem irracjonalnym, aczkolwiek bardzo istotnym w łańcuchu produkcji żywności, wcześniej czy później wyczuje, że ma do czynienia z czymś obcym, to jak będzie nam pomagała? Wówczas płody rolne – modyfikowane czy naturalne – się obniżą.
To, co niektórzy ludzie potrafią robić najlepiej (zmienianie świata, jako skrajnego egoizmu, zamiast siebie), może wyjść nam wszystkim bokiem. Próby wprowadzenia globalnego GMO, to efekt braku empatii dla ludzi, którzy są naprawdę potrzebujący.
Jednym z takich przykładów – braku zrozumienia potrzeb człowieka potrzebującego – np. w branży IT, jest akcja laptop.org. To marnowanie czasu na cele wyższe. GMO to tylko gra – na potrzebach najniższego rzędu.
19.4.2010 @ 11:51 #GMO jak GMO, niejedno źródło donosi, że to nieszczęsne Monsanto ściga rolników po sądach za samo wystąpienie „ich” genu w roślinach tych rolników, którzy nie mają z nimi podpisanej umowy. Dlaczego niby ktokolwiek miałby traktować nasiona jako coś, do czegoś jakaś firma może mieć „wyższe prawo”? Dlaczego umowy sprzedaży zawierają klauzule, że rolnik nie może zachować nasion i wysiać ich w przyszłym sezonie?
19.4.2010 @ 20:24 #Jeśli chcą sprawić, żeby rolnicy uprawiali akurat ich odmianę i kupowali nasiona co sezon, niech kuszą ich co roku atrakcyjniejszą ofertą, a nie straszą sądem.
Maciekx, xyz:
Mnie kwestia patentowania kodu genetycznego w tym wpisie w ogóle nie interesowała – interesuje mnie technologia jako taka i wiarygodne doniesienia na temat samej technologii właśnie. Kwestie ideologiczne czy polityczne odsuwam na bok.
Prawo patentowe to domena polityków, można i trzeba nad tym debatować, nie mam z taką dyskusją problemu. Mam problem z wypowiedziami dotyczącymi samej nauki, podpierającymi się naukowymi argumentami. Na chwilę obecną nie widzę dobrych argumentów uniemożliwiających rozwój tej technologii, cała reszta średnio mnie obchodzi.
Nie czuję się adwokatem GMO, chciałbym tylko żebyśmy używali merytorycznych argumentów tam, gdzie są one niezbędne dla prowadzenia sensownej dyskusji. O inżynierii genetycznej da się rozmawiać tylko jej własnym językiem, przez poparte dowodami publikacje. Kwestie etyczne to zupełnie inna para kaloszy i zupełnie inna rozmowa. Grunt śliski, podmokły, niepewny. Nie zapuszczam się tam.
19.4.2010 @ 21:36 #@Byte
Uważam Cię za znakomitego dyskutanta – na pewno nie adwokata powyższego – który rzeczywiście szuka merytorycznych, technicznych, przesłanek wprowadzania GMO. Dlatego, im więcej potwierdzonych informacji, także od praktyków produkcji żywności, tym lepiej.
Podkreślam, jednocześnie zgadzając się po części z Tobą, że większość wiedzy napływającej do nas z Internetu, postulatów sprzeciwiających się GMO, to informacje powielane, nierzadko bez podania źródła.
Jako miłośnik nauk przyrodniczych, doskonale wiem, że brak informacji, od osób kompetentnych, które powinny coś nam potwierdzić, to także informacja, niestety smutna.
20.4.2010 @ 08:12 #