Czekam, czekam, czekam. Nic. Ani słowa na polskiej planecie Ubuntu. Skąd ta zastanawiająca cisza? Tłumaczę to tym, że mało kto w Polsce wie kim jest Walter Mossberg.
Gdyby Jezus Chrystus narodził się w roku 1947 i na boku dorabiał jako dziennikarz zajmujący się rynkiem IT, to nazywałby się Mossberg właśnie. Walter od 1970 r. pracuje w Wall Street Journal, od 1991 roku, co czwartek, ukazuje się jego kolumna Personal Technology, regularnie pojawia się też w innych mediach. Wynosi na piedestał lub niszczy jednym tekstem. Wired nadało mu tytuł „The Kingmaker”, który jest dostatecznie obrazowy. Tenże Mossberg zawiesił ostatnio oko na Ubuntu.
Nie będę się rozpisywał, bo werdykt jest prosty Even in the relatively slick Ubuntu variation, Linux is still too rough around the edges for the vast majority of computer users
. Nie żeby mnie to zmartwiło, bo jest w tym sporo racji i nawet Mark przyznał się Waltowi, że it would be reasonable to say that this is not ready for the mass market
. Nie o to chodzi. Chodzi o sam fakt, że Linux przebił się do Wall Street Journal, oraz że – uwaga – recenzji Ubuntu domagali się czytelnicy, a nie są to brodaci hakerzy w t-shirtach, tylko solidna klasa średnia, na co dzień łażąca pod krawatem i w garniturach od Gucciego, czy co tam teraz jest na topie.
Nie ważne, co o tobie piszą, byleby pisali
, powiada ludowa mądrość. To może akurat nie ten przypadek, bo Walt systemu nie zniszczył, nie pognębił, nie przekreślił. Ważne, że w ogóle go zauważył. Jest to powód do zadowolenia.

Kilka dni temu Ubuntu stracił pierwszą pozycję na distrowatch.
18.9.2007 @ 00:47 #Teraz to garnitury z Wólczanki są na topie. Pierce ‚My name is Bond, James Bond’ Brosnan je reklamuje.
Co do popularności i distrowatch, to oni nie wiedzą, że dwa tygodnie temu postawiłem nowy, firmowy LAMP serwer na Ubuntu 6.06 LTS? ;) Działa też jako firmowy serwer plików via Samba i router z NATem. Kurczę… jak ja lubię linuksa :)
18.9.2007 @ 07:31 #Nie chcę się wymądrzać, ale używanie takich obcojęzycznych wtrętów w polskim tekście jet nieprofesjonalne i cokolwiek (sorry za wyrażenie) trąci szpanem menedżera za 1500 PLN. Wszak ci, którzy język znają chętnie zapoznają się z całością wypowiedzi, a ci co nie znają mogą się trochę denerwować. Można całość przecież po angielsku napisać.
18.9.2007 @ 09:42 #Wymądrzający się za 600 PLN :-/
18.9.2007 @ 12:03 #Cytat z tekstu i tyle. Uzasadnij że to jest nieprofesjonalne. Dla mnie nieprofesjonalne jest czepianie się języka angielskiego. Przykro bardzo, w IT (trochę na wyrost, ale co tam) nie znasz ang. = wypadasz. I tyle.
Co ciekawe jak się przeciętnemu użytkownikowi – jak moja żona – wszystko zainstaluje tak jak potrzebuje, tzn, firefoxa, IM, pare gier i edytor tekstu – to nawet nie zauważa, że pracuje na ubuntu. A takich użytkowników komputera jak ona to jest z 70%
18.9.2007 @ 12:12 #No moja kobita tak samo ma. Ostatnio siedziała na windowsie z dwóch przyczyn:
18.9.2007 @ 12:23 #1. Gry
2. Moje częste reinstalacje, zabawy i generalne rozpierduchy pod linuksem co skutecznie uprzykrzało jej korzystanie z tego systemu wraz ze mną ;-)
A wracając do wpisu – bardzo dobrze, że ktoś taki jak Walter zauważył Linuksa. Oby tak dalej :)
Ja po przesłuchaniu Mossberga odebrałem recenzję Ubuntu zdecydowanie chłodniej niż Byte.
Powytykał bugi w distro w sposób wyraźnie odstraszający co podkreślił ostatnim zdaniem.
Nie można też nie zauważyć krótkiego wtrącenia ad Open Source. :)
18.9.2007 @ 12:42 #Maciupeq:
A kto powiedział, że jestem profesjonalistą? :)
Nie próbowałem streścić tego tekstu, ale zachęcić do jego przeczytania i przedstawiłem własne wnioski. Zakładam, że moi czytelnicy przynajmniej w podstawowym stopniu znają angielski. Nie jestem PC World Komputerem :)
18.9.2007 @ 13:58 #Wrażenia po lekturze mam podobne do xomowych. Facet spróbował, pokiwał głową i odpalił swoje Win czy OSX (cokolwiek tam używa). Dla mainstreamu Linux to ciekawostka i niewiele więcej. Sporo pracy jeszcze potrzeba, by zmienić i system, i podejście do niego statystycznego Kowalskiego.
Jestem dobrej myśli choć zajmie to sporo czasu i pewnie bardziej na zasadzie Windows ssącego garściami rozwiązania unixowe. Ciekawe jak to się rozwinie.
18.9.2007 @ 21:59 #@Walth: to trzeba kobiecie sprawić drugi komputer (w znaczeniu, że tylko dla niej) postawić i dopieścić linuksa i już nie grzebać :)
18.9.2007 @ 22:29 #Ja tak zrobiłem i moja żonka korzysta z KDE bez marudzenia ;)
Dziś ten tekst przetłumaczony jest w papierowym Dzienniku. Co by nie myśleć to trzeba się z Walterem zgodzić.
21.9.2007 @ 18:01 #Walter Mossberg pastwi siê nad Leopardem…
Bycik swego czasu pisa³, jak to ten pan (ponoæ wa¿na persona w hamerykañskim ¶wiatku komputerowych ¿urnalistów) recenzowa³ Ubuntu. I nie zjecha³ Linuksa tylko dlatego, ¿e jest Linuksem. Czu³em raczej dosyæ rzeczowe i ¿yciowe podej¶cie do …
25.10.2007 @ 16:45 #Be pr0…
Jest sobie taki pan, który pisze o komputerach w wielkim The Wall Street Journal – nazywa się Walter S. Mossberg, pisał o nim również, ze względu na artykuł o Ubuntu, byte. Otóż dzięki (podobno) bliskiej współpracy Dziennika i WSJ artyku[…..
29.10.2007 @ 20:34 #„Ludzie prosili o recenzję”… to jak francuscy utracjusze, którzy dostają niestrawności na samą myśl o jedzeniu w restauracji, która nie dostała przynajmniej 4 gwiazdek od pana Krytyka
2.11.2007 @ 13:21 #Artisti:
Mógłbyś wyłuszczyć o co Ci chodzi? Chodzi Ci o to, że TWSJ czytają japiszony? I co z tego?
2.11.2007 @ 13:38 #