Analiza kosztów systemu ochrony treści Windows Vista

Uwagi końcowe

Nawet najlepiej przebiegająca współpraca na nic się nie zda, jeżeli nie podporządkujemy jej potrzebom konsumentów. Microsoft uważa, że doznania użytkowników są kluczowym elementem dla dobrego przyjęcia tych rozwiązań przez rynek” – Microsoft

Przemysł PC jest zdeterminowany aby zapewnić tej platformie właściwy system ochrony treści. Nie ma jednak niczego za darmo – w tym przypadku koszty poniosą konsumenci- ATI

Jak mogę te wszystkie firmy postawić w sytuacji, w której – niezależnie od tego co uważają za swój własny interes – muszą zaakceptować moją technologię? [...] Zdałem sobie sprawę, że moja praca polegała głównie na opracowaniu sposobu na to, w jaki sposób wykorzystać kontrolę nad technologią w celu wytworzenia ekonomicznego nacisku czy też dźwigni, dzięki której pieniądze będą płynęły w kierunku Microsoftu – Alex St.John, ojciec DirectX.

Nie wiem jak to się stało, że firma straciła z pola widzenia interesy naszych konsumentów, zarówno tych korporacyjnych, jak i indywidualnych. Moim zdaniem pogubiliśmy się. Obawiam się, że zapomnieliśmy co oznacza określenie „wolny od błędów”, czym jest elastyczność, bezpieczeństwo i wydajność. Przestaliśmy rozumieć naszych klientów oraz ich najważniejsze problemy – Jimm Allchin, Platform Products and Services Group, Microsoft

Temat DRM jest zbyt szeroki, żeby ując go w ramach tego opracowania. Jeżeli Czytelnik chce zapoznać się z bieżącą sytuacją, polecam tekst There Ain’t No Such Thing as a Free Lunch Erica Flinta. Proponuje on spojrzenie na DRM oczyma kogoś, kogo ten mechanizm ma chronić, czyli autora i twórcy. To bardzo dogłębna analiza tematu, która skupia się przede wszystkim na modelu biznesowym i filozofii DRM a nie na rozwiązaniach technicznych czy legislacyjnych czy też zawołaniach w stylu „informacja chce być wolna!”. To lektura obowiązkowa dla każdego, kto pracuje z DRM i chce się zorientować w podłożu dyskusji toczącej się wokół tego pojęcia.

Odkładając zatem na bok te spory, po zapoznaniu się z powyższym tekstem na usta ciśnie się jedno pytanie: „Dlaczego Microsoft z własnej woli pakuje się w takie kłopoty?” Zapytajcie kogokolwiek, co oznacza dla niej/dla niego pojęcie „odtwarzacz HD”. Usłyszycie „nagrywarka DVD” lub „odtwarzacz DVD” ale w żadnym wypadku nie „komputer osobisty”. Skąd więc takie parcie na zrobienie z PC czegoś, czym nie jest? Aby uzmysłowić sobie jak istotnym zagadnieniem dla Microsoftu jest ochrona treści wystarczy spojrzeć na wymagania stawiane producentom urządzeń ubiegającym się o prawo do używania loga Windows Vista. Podstawowym wymogiem stawianym przez Windows Vista Logo Program nie jest, jak można by się było spodziewać, wymóg obsługi wysokich rozdzielczości czy potężnych palet kolorów. Nie jest nim również obecność na karcie odpowiedniej ilości pamięci czy określona wydajność przetwarzania danych. Nie jest nim obsługa interfejsu Aero, który jest zapewne głównym impulsem napędzającym klientów. Nic z tych rzeczy. Najpierwszy z wymogów, kryjący się w specyfikacji pod określeniem „GRAPHICS-0001″ brzmi Karta graficzna posiada złącza, które umożliwiają kontrolę nad sygnałem z wykorzystaniem interfejsów sterowników urządzeń PVP oraz COPP. Następny z wymogów, „GRAPHICS-0001″, stwierdza „Podsysytem graficzny spełnia wymagania dotyczące jakości pracy użytkownika z Windows w zakresie GPU, pamięci, rozdzielczości oraz przepustowości. Zdumiewające, że Microsoft stawia ochronę treści ponad wszelkie inne wymogi, nawet przed obsługą interfejsu 3D. Dla urządzeń audio wymagania nie są aż tak drakońskie, bo dopiero „AUDIO-0014″ żąda by urządzenie audio obsługiwało DRM zdefiniowany w Windows Driver Kit.

W lipcu 2006 roku Cory Doctorow opublikował analizę ograniczającego konkurencję a stosowanego przez Apple w iTunes systemu zabezpieczeń przed kopiowaniem. Jedynym powodem, który przychodzi mi na myśl a który spowodowałby, że Microsoft zdecyduje się na narażenie swoich programistów, producentów sprzętu, twórców oprogramowania i w końcu również użytkowników na takie problemy jest przejęcie kanału dystrybucji cyfrowych mediów wysokiej jakości. Tak samo, jak Apple uzyskał monopolistyczną pozycję na rynku sprzedaży muzyki (pamiętacie Motorolę ROKR, która była tak okaleczona przez Apple, że właściwie już w dniu premiery niezdatna do użytku?), tak Microsoft stara się o zmonopolizowanie obrotu mediami następnej generacji. Pierwsze objawy „zamykania” cyfrowych mediów przez Windows są już widoczne. Osoby, które przesiadły się na nowy system Microsoftu zaczynają zdawać sobie sprawę, że ich legalnie nabyte nośniki nie będą pod nim odtwarzane (przytoczony tu przykład jest szczerze mówiąc przerażający, bo nagranie zawarte na nośniku odtwarzać można jedynie przez pewien okres, więc co jakiś czas trzeba je ponownie kupować; w dodatku w związku z tym, że nie można wykonać kopii praw do niego, to w wypadku awarii dysku trzeba je kupić raz jeszcze; i tak ma być, bo nie kto inny jak Jack Valentii, były szef MPAA stwierdził: Jeżeli kupisz płytę DVD, to masz jedną kopię. Jeżeli chcesz mieć jeszcze jedną kopię, kupujesz następną płytę). Wydaje się zatem jasne, dlaczego Microsoft decyduje się przejść piekło żeby wdrożyć zaprojektowany przez siebie system – jego sukces oznacza licencję na drukowanie pieniędzy.

Microsoft już od kilku lat powtarza, że chętnie złożyłby architekturę PC do grobu, zastępując ją czymś w rodzaju centrum zarządzania mediami. Windows MCE po raz któryś z kolei próbuje tego dokonać (ta odmiana sprzedaje się właściwie tylko dlatego, że jest to najtańsza wersja Windows, którą dystrybutor można zainstalować na komputerze). Jeżeli „treści kwalifikowane” kiedykolwiek „poderwą się do lotu”, Microsoft chce stać się głównym rozgrywającym na tym polu – jedynie ich system jest przecież w stanie zapewnić im ochronę. Za kilka lat „treści kwalifikowane” będą po prostu jedynymi dostępnymi nagraniami.

Paul Stimpson opublikował znakomitą analizę takiej systuacji, w której stwierdza

Wyposażenie systemu operacyjnego w takie zabezpieczenia właśnie teraz jest bardzo sprytnym posunięciem Microsoftu. Użytkownik, który kupi i zainstaluje Vistę nie będzie miał dostępu ani do odpowiednich nagrań ani odpowiedniego sprzętu – nie stać go po prostu w tej chwili na urządzenia z najwyższej półki. Będzie miał komputer „zdolny do obsłużenia Visty”, Vista będzie wyglądała ładnie i nie będzie sprawiała problemów. Dodatkowe obciążenie ze strony systemu ochrony treści będzie niezauważalne. Ludzie ci będą dyskretnie pukali się w czoło słysząc doniesienia o zagrożeniach ze strony nowej technologii zabezpieczeń. Kupili swój komputer za sensowne pieniądze i są z niego zadowoleni. Z ręką w nocniku obudzą się za kilka lat, gdy kupią następną maszynę – wtedy wszystkie będą już „gotowe na dane HD”, wystarczająco szybkie, żeby bezproblemowo obsłużyć system ochrony i nad każdym złączem będzie już czuwać HDMI. Do tego czasu XP będzie już na wymarciu i nie będzie już do czego wracać. Użytkownik Windows nie może nie nie aktualizować systemu – albo kupi go wraz z nowym komputerem, albo zaleje go fala wirusów.

W dzisiejszych warunkach zabezpieczenia Visty są rzeczywiście bez sensu. Nie sądzę jednak, żeby Microsoft myślał o dniu dzisiejszym, utrzymując wprowadzone technologie na na tyle niskim poziomie, żeby nie prowokować swoich użytkowników. Oczami wyobraźni firma widzi „zsieciowany dom”, gdzie każdy ma dostęp do sieci i gdzie w każdym pokoju stoją monitory wyświetlające dane z wielu źródeł: sygnal TV, strony WWW, połączenia telefoniczne, oświetlenie i ogrzewanie. Żeby móc ujrzeć takie rzeczy na telewizorze, musisz podłączyć do niego komputer a Microsoft chce, żeby komputer ten miał zainstalowany ich system.

Firma z Redmond będzie miała nie tylko możliwość dobierania sobie konkurentów na tym rynku, ale też zyska instrument wpływu na dostawców treści, tak samo jak Apple szantażuje swoich dostawców – „albo gracie naszymi kartami, albo w ogóle nie siadacie do stołu”. Rezultatem będzie monopol o takiej skali, że dzisiejsza dominacja Windows jest przy nim doprawdy nic nie znaczącym zjawiskiem[1].

Wielce „upierdliwa” natura windowsowego systemu ochrony treści będzie skłaniała użytkowników do usuwania lub obchodzenia zabezpieczeń tylko po to, żeby móc skorzystać z legalnie zakupionego nośnika. Widać to wyraźnie w sekcji „Cytaty” i w przypisach tego opracowania, gdzie użytkownicy są zmuszani do przełamywania zabezpieczeń mimo że nie są piratami – chcą tylko obejrzeć kupiony przez siebie film. Windows Vista stać się więc może największą zachętą do piractwa, jaka do tej pory istniała. Vista otwiera potężny rynek dla producentów przeróżnych dodatków, które będą służyły do unieszkodliwiania zabezpieczeń – tak samo, jak istniejące obecnie odtwarzacze DVD nie przejmujące się regionami DVD. Być może Hollywood powinien wziąć pod uwagę radę, którą słychać w jednej z najbardziej znanych jego produkcji: The more you tighten your grip, the more systems will slip through your fingers(Im bardziej zaciskasz dłoń, tym więcej systemów ucieka Ci między palcamiksiężniczka Leia, Gwiezdne Wojny, Epizod IV).

Cechą charakterystyczną organizacji takiej jak NKWD (czyli każdej policji politycznej w państwie totalitarnym) jest spowodowany brakiem ściśle określonych celów i ograniczeń oraz narastającą paranoją partii rządzącej ciągły przyrost aparatu bezpieczeństwa oraz równie ciagły wzrost opresji. W rezultacie otrzymujemy system, który krzywdzi więcej niewinnych osób niż realnych wrogów. Wiele dowodów przytoczonych powyżej wskazuje, że Windows dzielnie maszeruje tą drogą.

Podsumowując: system ochrony treści Windows Vista wydaje się być niezwykle krótkowzrocznym tworem, skoncentrowanym wyłącznie na zapewnieniu ochrony określonym danym, zaprojektowanym bez zwracania uwagi na problemy, które powoduje. To trochę jak pecetowa wersja (zarzuconego na szczęście) pomysłu dołączania do europejskich banknotów o dużych nominałach transponderów RFID. Miało to ograniczyć fałszerstwa a groziło paradoksem – największy pożytek z tej technologii mieliby złodzieje, którzy mogliby zdalnie typować miejsca kradzieży.

Zmarnotrawiono olbrzymie zasoby ludzkie i finansowe w niewłaściwym celu. Microsoft twierdzi na przykład, że Vista będzie ich najbezpieczniejszym systemem, ale czy przypadkiem nie twierdzą tak przy każdej premierze, od kiedy bezpieczeństwo systemu stało się istotnym czynnikiem wpływającym na wybór klientów? Kto wierzy, że Vista nie stanie się następnym nosicielem dla „złośliwego oprogramowania” chwilę po tym, jak stanie się publicznie dostępna? (przed premierą systemu były już dostępne exploity do niego) Co jednak, gdyby energię włożoną w rozwój zabezpieczeń filmów i muzyki włożono w zabezpieczenia przeciwko programom malware i spyware? Zamiast oddzielnej warstwy zabezpieczeń dla „treści kwalifikowanych” mielibyśmy taką warstwę chroniącą nasze poufne dane. Zamiast specjalnych technik zabraniających użytkownikom debuggowania oprogramowania mielibyśmy inne techniki, tym razem powstrzymujące inne oprogramowanie przed ukrytym „podczepianiem” się pod system operacyjny. Tą listę można rozwijać dalej, wiele bowiem zrobiono dla DRM, czego nie zdołano zrobić dla bezpieczeństwa użytkownika. Marnotrawstwo. Zwyczajne marnotrawstwo.

Dokąd to wszystko zmierza? Microsoft od kilku już lat stara się promować idęę SaaS. W modelu tym użytkownik nie płaci już sporej sumy za prawo do używania kopii programu, ale wnosi stałe, mniejsze opłaty – na zasadzie wynajmu. Powód jest jeden: powoli kończą się pomysły na nowe funkcje dwóch flagowych produktów firmy: systemu Windows i pakietu Office, które moglyby skłonić klientów do ciągłych aktualizacji. Przeciętny użytkownik posadzony przed dziesięcioletnim Office 97 i poproszony o porównanie go z wersją najnowszą (poza Office 2007, gdzie radykalnie zmienił się interfejs) stwierdzi zapewne, że jedyną różnicą jest brak gadającego spinacza. Oczywiście, jest jeszcze mnóstwo innych usprawnień, ktorych jednak 99,999% użytkowników po prostu nie zauważa, bo dla większosci z nich funkcjonalność rozwiązań, z których korzystają na co dzień nie zmieniła się od dekady.

Nie chodzi o to, że Microsoft nie jest innowacyjny. Chodzi raczej o fakt, że zawsze przychodzi taki moment, że od strony programistycznej z (powiedzmy) edytorem tekstu nie da się już wiele zrobić, więc pozostaje jedynie zabawa UI i podbijanie numeru wersji co kilka lat.

Ten sam problem ma Windows. Wystarczy postawić ośmioletni komputer z Windows 98 na pokładzie obok innego komputera z Windows XP (z wyłączonym tematem Fisher Price żeby okazało się, że Jan Przeciętny nie jest w stanie wymienić zasadniczych różnic między obiema wersjami systemu.

To w żadnym razie nie dotyczy jedynie Microsoftu. Przykład? Poza dramatycznym rozdęciem aplikacji co zmieniło się między Adobe Acrobat Readerem 4, 5, 6 i 7? Dla każdego poza geekiem i specjalistą od DTP odpowiedź jest jedna: „nic”, bo faktycznie, od wersji 4 niewiele można było ulepszyć.

To samo prawo stosuje się do każdego programu: po osiągnięciu pewnego poziomu dojrzałości nie bardzo można cokolwiek nowego dodać. To poważny problem dla dużych dostawców oprogramowania (i sprzętu), których model biznesowy opiera się na przychodach z aktualizacji flagowych produktów co kilka lat. Jeżeli użytkownik posiada świetnie spisujący się stary komputer, na którym zainstalował świetnie spisującą się starą wersję Windows i świetnie sprawujący się stary pakiet Office, to nie ma on najmniejszego powodu do wydawania pieniędzy na coś, czego nie potrzebuje a tym samym traci znaczenie dla firmy jako źródło przychodu.

Inaczej jest w modelu SaaS. Zamiast wydawać sporą sumę a potem znikać z zasięgu dostawcy oprogramowania na dobrych kilka lat, użytkownik przez cały czas zasila rachunek firmy mniejszymi, acz regularnymi wpływami. Jeżeli zaś Microsoft kontroluje proces dostarczania treści (a to właśnie Vista stara się osiągnąć), to za każdym razem gdy oglądamy film lub odsłuchujemy muzykę, Microsoft zarabia na tym, że umożliwia dostawcy dostęp do naszych komputerów.

Zalążki nowego sposobu osiągania zysków dostrzec można w złożonym przez tą firmę wniosku patentowym System and method for delivery of a modular operating system, którego pierwsze oznaki stanowi Windows Anytime Upgrade. Będę obficie cytował z tego dokumentu, bo wizja komputeryzacji jaką z sobą niesie jest cokolwiek zatrważająca. Jak stwierdza analiza wykonana przez serwis Groklaw: patent nie jest interesujący ze względów technicznych – poszczególne bloki opisywanego systemu są w użyciu od jakiegoś czasu – ale z powodu rysującego się w tle modelu biznesowego, do jakiego dąży aplikant.

[do uzupełnienia]

Najgorsze jest jednak to, że nie ma dokąd uciekać. Producenci sprzętu będą musieli wypić to gorzkie piwo, bowiem jak twierdzi specyfikacja „Nie zmuszamy nikogo do podpisywania licencji zobowiązującej do ochrony treści kwalifikowanych. Trzeba jednak pamiętać, że sterownik bez certyfikatu nie będzie otrzymywał od systemu operacyjnego żadnych danych o wysokiej jakości”.[2] Będąc producentem sprzętu możesz oczywiście wybrać niezależność od Microsoftu, ale pod warunkiem, że nie będzie Ci przeszkadzał fakt, że Twoje urządzenie odtwarza obraz czy dźwięk o gorszej jakości niż konkurencja.

Premierę Visty odczują też użytkownicy innych systemów operacyjnych. Nieważne czy używacie Windows XP, Windows 95, Linuksa, FreeBSD, OS X czy Solarisa – ceny urządzeń pójdą w górę a same urządzenia staną się mniej stabilne, trudniejsze do zaprogramowania, mniej odporne na ataki, mniej kompatybilne. Windows dominuje na rynku, więc producenci nie będą tworzyć dwóch wersji tego samego sprzętu a użytkownicy innych systemów w ten czy inny sposób zapłacą za system ochrony treści Windows pomimo tego, że go nie użyją.

Mam ofertę dla Microsoftu: jeżeli my, konsumenci, obiecamy że nigdy, przenigdy nie kupimy jakiegokolwiek zabezpieczonego nośnika HD, to wy wycofacie się ze swoich pomysłów na utrudnianie nam życia? Prosimy?


Przypisy:

  1. Odtwarzanie nagrań audio i wideo to nie jedyne dziedziny, w ktorych Vista popada w paranoję. Artykuł serwisu Gamasutra „Vista Casts A Pall On PC Gaming” analizuje nową „cechę” Visty, która pozwala na kontrolę gier, jakie można uruchamiać na danej maszynie. Każdy producent gier, którego nie stać na bardzo kosztowny rating ESRB musi się pogodzić z tym, że jego produkt będzie traktowany jako „nie sklasyfikowany”, co jest odpowiednikiem oznaczenia „tylko dla dorosłych” w świecie filmu (wielokrotnie nagradzany „Nocny kowboj” miał kiedyś takie oznaczenie). Oczywiście każdy rodzic od razu zablokuje możliwość uruchamiania gier tak oznaczonych, więc mali, niezależni wydawcy, którzy ze względów finansowych nie mogą sobie pozwolić na wystąpienie o rating będą z góry skreśleni. To kolejna „cecha” Visty, która w przyszłości może poważnie zaangażować prawników Microsoftu. []
  2. Jeżeli kiedykolwiek chciałbym odtworzyć materiał HD, poczekałbym kilka lat i kupił za pięćdziesiąt dolarów wyprodukowany w Chinach odtwarzacz a nie wydawał 1000 dolarów za komputer z Vistą na pokładzie. Jest coś dziwnego w tym, że najbliżsi dostawcy rozumiejący potrzeby klientów znajdują się aż w Chinach.
    Rozwiązaniem problemu „treści kwalifikowanych” (dokonanym drogą reductio ad absurdum, ale zawsze), jest propozycja jednego z czytelników serwisu Slashdot, który wnosi o dodanie do systemu obsługi „czarnej skrzynki”, która na wejściu przyjmuje zaszyfrowany materiał HD a na wyjście podaje zaszyfrowany (czy w inny sposób zabezpieczony) odkodowany materiał HD. Innymi słowy: należy przenieść cały sprzęt, sterowniki i inne oprogramowanie do urządzenia, które będzie montowane jedynie w komputerach typu „media PC”, gdzie będzie prawdopodobnie miało rację bytu.
    Porównajmy teraz tą „przystawkę” do chińskiego odtwarzacza za 50 dolarów. Po co ktokolwiek miałby ją kupować (za cenę zapewne większą niż 50 dolarów) do swojego i tak drogiego komputera, skoro może kupić odtwarzacz potrafiący to samo a nawet więcej? (komentator BBC World Service podziela moje zdanie – użytkownicy będą kupować odtwarzacze zamiast używać Vistę. []

strona: 1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16 17 18 19 20 21 22 23 24