Analiza kosztów systemu ochrony treści Windows Vista

Mini-FAQ

Lektura tego dokumentu powoduje różne reakcje. Poniżej odpowiadam na najczęstsze zarzuty.

1. Kolejne walenie na oślep w Microsoft…

Nie, to walenie w złą technologię. Jeżeli tego samego dopuściłby się Linus Torvalds, Steve Jobs, Alan Cox czy Theo de Raadt, zrobiłbym to samo. Jeżeli o mnie chodzi, komputerów używam jak narzędzi – chcę wykonać pewną pracę za ich pomocą, nie zaś angażować się w pseudo-religijne potyczki. Mój sprzeciw budzi określone postępowanie, nie zaś osoba w ten sposób postępująca. Dla informacji: używam w tej chwili systemu Windows na…. [liczę]… siedmiu moich komputerach, reszta napędzana jest przez Linuksa, FreeBSD i OpenSolaris. Kiepski ze mnie krytyk Microsoftu jako takiego, skoro używam ich systemu.

2. Tekst został napisany pod z góry założoną tezę

Być może, ale w takim razie niech ktoś inny zapozna się z dokumentami, do których linkuję w sekcji „Źródła” i po tej lekturze napisze pozytywną recenzję. Ktoś musiał powiedzieć to głośno – padło na mnie. Sądzę jednak, że każdy kto dysponuje odpowiednią wiedzą, doszedłby do podobnych wniosków.

3. Jeden wielki FUD

Komentarze takie jak ten powstają z trzech powodów powodów (1)szybkiego przebieżenia wzrokiem po tekście, nie wgłębiając się w szczegóły, (2)założenia z góry, że dokument jest niewiarygodny, często bez zaliczenia nawet punktu 1, (3)z czystej przekory. Weźmy za przykład komentarz jednego z użytkowników serwisu Digg – dotyczy on uwagi, że procesory nie radzą sobie z jednoczesną dekompresją strumienia wideo i zaszyfrowaniem go:

Przepraszam, skąd to wziąłeś? Doskonale wiesz, że nie masz na to żadnych dowodów i najprawdopodobniej się mylisz? Cały następny paragraf opiera się na tym założeniu, wyciągniętym wprost z kapelusza. [...] Nie jestem fanem DRM, ale scenariusze przez ciebie kreślone i zgłaszane postulaty to kompletna bzdura.

No to zajrzyjmy do pierwszego z brzegu źródła, żeby przekonać się, że twierdzenie to pochodzi od Microsoftu:

Problem ze stosowaniem AES jest taki, że każdy bajt danych wymaga około 20 cykli procesora. Jest to do przyjęcia w przypadku materiału skompresowanego lub skompresowanego częściowo, ale nieskompresowanemu materiałowi HD nie poradzi nawet współczesny procesor.

i dalej:

W przypadku materiału o wysokiej rozdzielczości płynne odtwarzanie zaszyfrowanego za pomocą AES i nieskompresowanego filmu będzie zależało od rozdzielczości obrazu i mocy procesora. Nie wydaje się, żeby układy dostępne w 2006 roku były w stanie zapewnić płynność odtwarzania.

Jeżeli nie wierzycie tym słowom, zajrzyjcie do dokumentów firmy i przekonajcie się na własne oczy. Jeżeli nadal uważacie to opracowanie za FUD, to przynajmniej będziecie wiedzieli, że nie ja to wymyśliłem.

4. Microsoft działa pod przymusem przemysłu filmowego i muzycznego

„My tylko wykonujemy rozkazy” już dawno temu było kiepską wymówką, dziś ma się jeszcze gorzej. Słyszeliście kiedyś o obronie „na Danka”? Były Prokurator Generalny USA Andrew Grosso opowiedział kiedyś historię o tym, jak to w nocy, w miejskim parku policja zatrzymała człowieka ze strzelbą w ręku. Zapytany co tu porabia i po co mu ta broń, mężczyzna (karany wcześniej sześciokrotnie) odparł natychmiast, że winny jest ktoś inny o imieniu „Dank”, kto przystawił mu do głowy pistolet a w dłonie włożył strzelbę. Gdy pojawiła się policja, Dank uciekł. Grosso przyznaje że „sędziowie nie dali wiary wyjaśnieniom oskarżonego”. W przypadku Visty każe nam się wierzyć, że oto Hollywood przykłada Microsoftowi do głowy taki pistolet i każe okaleczyć flagowy produkt firmy oraz ruszyć na wojnę ze sporą rzeszą użytkowników.

Nie daję wiary tym zeznaniom. Wypada zapewne wieszać przysłowiowe psy na przemyśle, który na kozły ofiarne pozwów sądowych wybiera sobie 12-letnie dziecistaruszki oraz całe rodziny, które nie mają ani komputera, ani odstępu do Internetu a nawet próbuje pozywać zmarłych, nie wypada jednak wierzyć w Danka trzymającego pistolet tuż za głową Billa Gatesa. Microsoft stara się nas przekonać, że głębokie zmiany w systemie operacyjnym, spowodowanie potężnych kłopotów dla dostawców sprzętu i oporgramowania oraz klientów indywidualnych daje i tak lepsze perspektywy finansowe niż brak możliwości odtworzenia filmów HD. Wydawcom bardzo zależy na dotarciu ze swoim towarem na ekrany komputerów osobistych i Microsoft mógłby z łatwością odpowiedzieć „Mamy swoją wizję Visty, skoro się nie podoba, żegnamy. Nie mamy zamiaru psuć interesu sobie i naszym partnerom tylko po to, żeby robić wam dobrze”. Innymi słowy: mogli jasno powiedzieć Hollywood kto przy tym stole rozdaje karty.

Opiszę historię, jaka ma wydarzyła się, gdy to wydawcy próbowali rozdać talię. Około 10-15 lat temu firmy wydawnicze zakomunikowały nowozelandzkim stacjom telewizyjnym, że odtąd za każde odtworzenie teledysku należy się zapłata. Stacje oczywiście się nie zgodziły, argumentując że i tak za darmo reklamują ich produkt i jeżeli tak im to przeszkadza, to proszę bardzo – wstrzymujemy emisję teledysków. I wiecie co zrobili? Przestali je pokazywać, naprawdę.

Po kliku tygodniach wydawcy zdali sobie sprawę jak bardzo potrzebują kanałów telewizyjnych do promocji swojej muzyki. Jedna z takich firm wykupiła cały blok reklamowy w porze największej oglądalności (za bajońską sumę zresztą) tylko po to żeby zaprezentować jeden(!) nowy teledysk.

Wkrótce potem teledyski wróciły do telewizji. Szczegółów porozumienia nigdy nie zdradzono, ale wyobrażam sobie, że widok kilku szefów największych firm muzycznych błagających na kolanach o zmiłowanie i odpuszczenie grzechów musiał być bardzo pocieszny.

Tak samo jest z Microsoftem. Przemysł rozrywkowy po prostu potrzebuje go bardziej, niż Microsoft przemysłu rozrywkowego. Twierdzenie, że tylko wykonują rozkazy, to przerzucenie odpowiedzialności – gdyby Microsoft nie zechciał przystać na ich warunki, to wydawcy musieliby wywiesić białą flagę. Nie można zrezygnować z 95% rynku, dokładnie tak, jak firmy muzyczne nie mogą sobie pozwolić na rezygnację z darmowej promocji w telewizji. Firma z Redmond nie raz stawała na sali sądowej przeciw rządowi USA, światowej superpotędze, w sprawach antytrustowych. Teraz chcą abyśmy uwierzyli, że przestraszyli się kilku studiów filmowych. Nie kupuję tego.

5. Zagrożenia są przejaskrawione

Zawodowo zajmuje się bezpieczeństwem sytemów komputerowych. Moim zadaniem jest ocena bezpieczeństwa technologii komputerowych a tym przecież zajmuję się w tym opracowaniu. Gdybym pracował w marketingu, moim obowiązkiem byłoby zachwalanie systemu ochrony treści „zaszytego” w Viście. Niestety, nie pracuję w marketingu, dlatego też czytacie o zagrożeniach, jakie niesie za sobą ta technologia.

Jeżeli pójdziecie do prawnika i spytacie „Chcę zrobić X, jakie jest potencjalne ryzyko z prawnego punktu widzenia?”, dowiecie się. Jeżeli udacie się do specjalisty do spraw bezpieczeństwa, dowiecie się jakie zagrożenia dla bezpieczeństwa niesie to, co chcecie zrobić. Celem tej analizy jest poinformowanie potencjalnych nabywców Visty o zagrożeniach, jakie może nieść korzystanie z tego systemu – oni sami zdecydują, czy warto ryzykować. Niektóre z tych zagrożeń mogą wydawać się nie dość wyraźne, ale to wy zadecydujecie, czy ta wizja wam przeszkadza.

6. Wkurzasz się, bo nie będziesz już mógł sobie kraść filmów/muzyki w Viście

Serio, dostałem takiego maila. Jest na tyle śmieszny, że aż musiałem go tu zamieścić.

strona: 1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16 17 18 19 20 21 22 23 24